facebook

Historia tronu współczesnych elit intelektualnych

via Newsweek

autor: Mariusz Wysocki

To na nim rodziły się najlepsze sztuki Arthura Millera, on podkręcał geniusz Martina Scorsese, wreszcie on pomagał telewizyjnemu doktorowi House’owi w rozwikływaniu najcięższych zagadek medycznych. Skąd się bierze „kultowość” legendarnego już dziś Lounge Chaira Eamsów? (…)

Skuteczny proces myślowy wymaga odpowiednich warunków, a kreatywność lubi komfort. Doprawdy ciężko zliczyć wszystkie pomysły, wynalazki, czy idee, jakie zrodziły się w głowach osób na wpół przytomnych, zatraconych w relaksie. Właśnie dlatego każdy twórca powinien zaopatrzyć się w chociaż jeden mebel, który zapewni mu bezwstydną błogość. A tu już od półwiecza bezkonkurencyjny pozostaje Lounge Chair (…) Na planie filmowym jednego z obrazów Billego Wildera,  Charles i Ray zauważyli, że zestresowany Wilder nie może znaleźć sobie miejsca między zdjęciami, co z kolei zmotywowało ich do znalezienia „lekarstwa” na bolączki przyjaciela. W ten oto sposób Eamsowie postanowili, że na kilka miesięcy zamkną się w pracowni, gdzie stworzą najwygodniejszy fotel świata i wręczą go Billiemu na urodziny (…). Jak wiadomo, projektowanie to żmudny proces, będący wypadkową niesamowitej cierpliwości, pomysłowości, szczypty szczęścia, a także niezliczonych prób i błędów. Nie inaczej było w przypadku Lounge Chaira. Prototyp ujrzał światło dzienne gdzieś pomiędzy rokiem 1953 a 1954 i spotkał się z umiarkowanym zachwytem twórców. Ray stwierdziła nawet, że Lounge Chair to produkt wątpliwej urody, lecz – pod względem wygody – obiecujący niezapomniane doznania. Charles zgodził się z tą opinią, zresztą jego pierwotnym zamiarem było stworzenie fotela, który przypominać będzie „miękką, lekko zużytą rękawicę do baseball’a, która zachęca, by jeszcze raz się w niej zatopić”. Do swojego oficjalnego, medialnego debiutu Lounge Chair czekał jeszcze dwa lata – w 1956 pojawił się w „Arlene Francis’ Home show” i praktycznie z miejsca został hitem.

(…) Lounge Chair niezwłocznie stał się obiektem pożądania, ulubieńcem elit i, co chyba najważniejsze, symbolem statusu. Każdy szanujący się nowojorski terapeuta, spec od reklamy, makler, czy dziekan wyższej uczelni musiał mieć swój egzemplarz. Podobnie było zresztą z gwiazdami Hollywood. Po tym, jak odmieniony, wypoczęty i rozanielony Billy Wilder zaczął chwalić sobie prezent od Eamsów, po Lounge Chaira sięgnęli też inni. Zresztą chyba nie ma drugiego mebla, który tak głęboko przeniknąłby do kultury, świadomości i wyobraźni masowej, a najlepszym tego dowodem niech będzie fakt, że swoją własną „rękawicą baseballową” szczycą się tak postaci autentyczne, jak i… fikcyjne. Obok Martina Scorsese, Saula Bellowa, Arthura Millera, Toma Stopparda, czy Billa Gatesa (…).

Lounge Chair, czyli co właściwie? W latach pięćdziesiątych ekstrawagancki Lounge Chair, przypominający przedziwną hybrydę klasycznego brytyjskiego fotela klubowego i insekta zachwycał jakością wykonania, dizajnem, ale też rodzajem zastosowanych w nim materiałów. Te z kolei są nietypowe, ze względu na młodzieńcze fascynacje Charlesa Eamesa. W okolicach początku II wojny światowej, trzydziestoletni wtedy Eames zaczął eksperymentować ze sklejką, która wówczas była tworzywem innowacyjnym, żeby nie powiedzieć futurystycznym. Pierwszym projektantem form przemysłowych, który ją wykorzystał był słynny Fin, Alvaro Alto. Na Charlesie zrobiło to niesamowite wrażenie. Zresztą młody Eames generalnie był zafascynowany fińskim wzornictwem, szczególnie projektami Eliela Saarinena, z którego synem Eames nie tylko się zaprzyjaźnił, ale też projektował – ich dzieło zwyciężyło nawet w konkursie organizowanym przez New York’s Museum of Modern Art. To właśnie ono było przodkiem Lounge Chaira.

(…) Projekt Eamsów to przedziwny, urzekający twór, zawieszony gdzieś w przestrzeni, pomiędzy przeszłością, a przyszłością, dlatego też ciężko go sklasyfikować. Proces kompletowania pojedynczego egzemplarza składa się z 50 czynności i obejmuje między innymi skręcenie ze sobą wspaniale wyprofilowanych skorup ze sklejki, które uformowane są w literę „U”. W Internecie natrafić można na filmy, na których prezentuje się proces zgrzewania i profilowania tych płyt, co samo w sobie jest fascynujące. Z kolei koszt efektu finalnego waha się dzisiaj pomiędzy 20 a 30 tysięcy złotych (głównie uwarunkowane jest to rodzajem drewna oraz skóry), natomiast kopie sprzedawane są za od 2 do 4 tysięcy złotych.

Na czym polega „kultowość” projektu Eamsów? Eamsowska wersja fotela klubowego produkowana jest nieustannie już od ponad pięćdziesięciu lat (co samo w sobie stanowi ewenement) – w Stanach przez firmę Herman Miller, natomiast w Europie przez Vitrę. Co ciekawe, przez te niespełna sześć dekad, owoc współpracy małżeństwa Eamsów praktycznie się nie zmienił - jeśli nie liczyć „aktualizacji” wymiarów siedziska (…) Ale co właściwie sprawiło, że to akurat Lounge Chair uznawany jest dzisiaj za projekt kultowy, z którym żaden inny nie może się równać? Dlaczego Brad Pitt zwykł odpoczywać od trudów aktorstwa i rodzicielstwa na tym konkretnym fotelu? Okazuje się, że powodów jest wiele. Otóż projekt Eamsów uchodzi dziś za przełomowy i ponadczasowy ponieważ nie dość, że wyznacza trendy innym projektantom, to w dodatku wytycza nowe standardy w kwestiach jakości, stylu i komfortu użytkowania. Ponadto, Lounge Chair cieszy się niegasnącą popularnością i uznaniem, a na dodatek wciąż postrzegany jest jako dzieło wyjątkowe, innowacyjne oraz łamiące reguły. Fotel małżeństwa Eamsów jest też przykładem perfekcyjnej jakości wykonania. Wszystko to sprawia, że prezent dla Billiego Wildera jest podziwiany i kopiowany (…). Jego użytkownik czuje się wyjątkowy. Jak król.